Jak właściwie działa Smiena i co może się w niej popsuć…

Pokazałem (tym, którzy być może tego nie wiedzą), jak zrobić zdjęcie Smieną i jak założyć film. Teraz pokażę Wam (tym, którzy chcieliby wiedzieć), co ma Smiena pod spódnicą…

Na początek, musimy zablokować czymś zabierak filmu i odkręcić górne pokrętło.

Następnie odkręcić trzy małe śrubki (jedna znajduje się pod pokrętłem)

Po zdjęciu obudowy widzimy coś takiego

Co jest do czego?

Odkręćmy parę rzeczy, żeby łatwiej zrozumieć, jak to działa. Dźwignie 1 i 2, są ze sobą połączone. Na końcu dźwigni 2 (to pokazuje strzałka), jest ostrze, które uniemożliwia kręcenie gałką naciągu filmu. W tej chwili jest podniesione, więc możemy śmiało kręcić.

Gdy przewijamy film po zrobieniu zdjęcia, perforacja obraca kółkiem zębatym, połączonym z krótką plastikową krzywką. W pewnym momencie krzywka naciska na dźwignię 1

I wtedy drugi koniec dźwigni 2, blokuje pokrętło naciągu. Film jest przewinięty do następnej klatki.

Jest jeszcze dźwignia nr 3, która jest odpowiedzialna za nie cofanie się pokrętła przy przewijaniu. Film jest do pewnego stopnia elastyczny, więc mogłoby się zdarzyć, że po przewinięciu cofnąłby się o parę milimetrów i wtedy klatki nałożyłyby się na siebie. Dźwignia 3 temu zapobiega.

Teraz naciskamy na spust (znajdujący się na tym wystającym trzpieniu) i dzieją się dwie rzeczy. Koniec dźwigni 1 wchodzi pod plastikową krzywkę i dzięki sprężynie, cofa się, odblokowując jednocześnie pokrętło naciągu. Ponadto, spust naciska na wygięty skośnie występ dźwigni 3 (pokazany strzałką) i odpycha tą dźwignię od koła zapadkowego, gdyby przypadkiem sama nie chciała się odsunąć.

Normalnie, odsuwa się, dzięki okrągłej blaszce, której wystający ząb wchodzi w odpowiednią szczelinę dźwigni 3.

Ale bywa, że ta blaszka, będąca jednocześnie sprężystą podkładką, zapewniającą płynność obracania się pokrętła, pęka. I wtedy blokuje się ono w zupełnie dowolnych momentach, uniemożliwiając prawidłowe przewijanie filmu.

Podczas przewijania, plastikowa krzywka się obraca, uwalniając dźwignię 1, która przesuwa się do góry i za chwilę jest ponownie odepchnięta przez tą krzywkę, a naciąg filmu zatrzymany. Cały proces powtarza się od początku. Kółko z krzywką, napędza też bębenek licznika…

I jeszcze jedno. Gdy chcemy zwinąć skończony film, z powrotem do oryginalnej kasetki, kręcimy tym aluminiowym kółkiem po lewej stronie, trzymając jednocześnie wciśnięty spust. Bo wtedy pokrętło przewijania musi się obracać luźno.

Co tu się może popsuć? W zasadzie nic. Czasami jednak pęka ta podkładka, albo plastikowa krzywka. Bywa też, że spadnie któraś ze sprężynek i to by było w zasadzie wszystko.

Więcej może się stać z migawką. Odkręćmy ją więc, żeby zobaczyć, co jest w środku. Najpierw dwie, dość długie śruby, od środka aparatu.

No i mamy coś takiego

Najpierw musimy odkręcić dźwigienkę 4, oraz 6. Obydwie pośredniczą pomiędzy spustem migawki (8), a trzpieniem (7), który ją wyzwala. Następnie odkręcamy trzy śrubki (1, 2, 3) i zdejmujemy plastikową pokrywę. Pod spodem widzimy taką podkładkę, przypominającą zaokrąglony z jednego boku trójkąt. Nie możemy tej podkładki zgubić i musimy ją później założyć, w takiej samej pozycji. Ona jest niezwykle ważna.

Następnie delikatnie zdejmujemy pokrywkę metalową (1) i widzimy migawkę (2), która tu jest zamknięta

A tu otwarta.

I jeśli gdzieś mamy problem, to najczęściej właśnie tu. Segmenty (czy jak kto woli – listki) migawki, bywają zaolejone, zabrudzone, zardzewiałe, albo wszystko na raz. Trzeba je wtedy dokładnie wyczyścić (również z odcisków palców, bo od potu znów zardzewieją), wyczyścić płytki (1, 2) pod nimi i pokrywkę, którą właśnie zdjęliśmy. Najlepiej spirytusem izopropylowym. Żeby to zrobić, musimy odkręcić śrubki (3), razem z podkładkami, których również nie możemy zgubić, ani pominąć przy montażu.

Innym razem, dobierzemy się do migawki, od drugiej strony. Jest to jednak konstrukcja tak prosta, że właściwie poza zanieczyszczeniem, albo (sporadycznie) spadnięciem jakiejś sprężynki, też tam się nie ma co popsuć.

Dobrze jednak wiedzieć, jak to wszystko działa (jeśli kogoś to oczywiście interesuje). Ponadto, satysfakcja płynąca z samodzielnej naprawy, być może tylko polegającej na wyczyszczeniu, jest wprost bezcenna…